Translate my BLOG

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Dlaczego mimo kryzysu rynek rośnie i jakie spółki przyniosą w kolejnej dekadzie najwyższy zysk?

Wiele spółek odnotowuje bardzo duże cofnięcie wyników finansowych i mimo tego akcje zyskują na wartości. Rośnie więc przekonanie, że rynki finansowe totalnie odkapslowały się od realnej gospodarki. Jednak trzeba pamiętać, że w marcu doświadczyliśmy jednego z największych krachów ostatnich dziesięcioleci, co znaczy że w bardzo krótkim czasie rynek wycenił spadek przyszłych wyników finansowych, które właśnie teraz obserwujemy. Dodatkowo kiedy giełda się załamuje, często zachowuje się jak naciągnięta linia bungee, tzn. im mocniej się naciągnie, tym silniej później odbije - pisałem o tym w analizie indeksu Dow Jones Industrial Average

Kolejnym powodem tego, dlaczego giełda utrzymuje się tak wysoko jest dominacja pięciu największych spółek USA: Microsoft, Amazon, Facebook, Alphabet i Apple, których łączna kapitalizacja stanowi już ponad 20% całej kapitalizacji rynkowej:


Spółki te słabiej dotknięte są trwającym kryzysem i dopiero większe spadki na tych akcjach, może doprowadzić do głębszego cofnięcia szerokiego rynku. Inwestor koncentrujący więc portfel w te firmy w średnim terminie osiągnie zbliżoną stopę zwrotu do rynkowej. Wraz z utrzymującym się czasem ich przewagi, prawdopodobnie zobaczymy interwencję antymonopolową, a w długim terminie (ponad 5 lat), myślę że ich miejsce zastąpią inne spółki. 

Dlatego warto rozglądnąć się wśród troszkę mniejszych firm, które już dzisiaj walczą o miejsce lidera w swoim segmencie - szczególnie istotnym tematem mogą być technologie przyszłości, konkretne przykłady spółek przedstawiłem w swojej książce "Giełda, inwestycje, trading". Każda dekada ma swój przewodni temat inwestycyjny i aby w miarę dobrze się w niego wstrzelić, musimy odpowiednio zdywersyfikować portfel.


Przykładowo w latach 60 XX wieku dominowały spółki z koszyka "Nifty Fifty" w którego skład wchodziło 50 spółek, w tym McDonald's, 3M Company, Coca-Cola i Walt Disney. W minionej hossie z lat 2010-2020 były to z kolei spółki z koszyka STARS i FAANG wraz z kilkunastoma firmami large cap. jak np. Microsoft i Mastercard.

Myślę, że w nadchodzącej dekadzie "gwiazdami hossy" będą spółki inwestujące w sztuczną inteligencję, wirtualną rzeczywistość, robotykę, elektroniczne formy płatności, w autonomiczne środki transportu itd. Uważam również, że chiński rynek może zyskiwać na znaczeniu, więc dla dywersyfikacji również warto uzupełnić portfel o kilka spółek z Państwa Środka - sam posiadam udziały w Tencent.

Długoterminowa inwestycja w klasyków jak np. w Apple, Johnson & Johnson lub PepsiCo. z dużym prawdopodobieństwem też umożliwią osiągnięcie pozytywnych stóp zwrotu, jednak myślę, że zyski z tych akcji będą niższe od rynkowych. Dla osób mniej doświadczonych albo z mniejszą awersją do ryzyka, portfel złożony o takie spółki oczywiście może być odpowiedni - lepiej inwestować w "no-brainers" niż pakować się w akcje małe z wysokim ryzykiem spadku wartości. Jednak osobom bardziej doświadczonym, którzy chcą uzyskać wyższe stopy zwrotu rekomendowałbym rozglądnąć się za troszeczkę mniej znanymi spółkami.

Na blogu wiele takich spółek regularnie co jakiś czas przedstawiam i sam w niektóre z nich inwestuję - w zakładce "Portfel inwestycyjny BSW" można zobaczyć, które z nich są częścią mojego prywatnego portfela. Więcej odnośnie tego jak wyszukuję te spółki, na co przy inwestycji zwracam uwagę, jakie kryteria dana firma powinna spełniać abym w nią zainwestował opisałem w swojej książce. Klikając na poniższy link przejdziesz do sklepu:

piątek, 24 kwietnia 2020

Dollar General Corporation (DG)

Nie tak droga spółka na historycznym szczycie
DG 24.04.2020 -  176,53 $

Skanując rynek w poszukiwaniu spółek, które mimo ostatnich zawirowań rynkowych bardzo dobrze się trzymają natrafiłem na firmę, którą wcześniej nie znałem i która po troszeczkę dokładniejszej analizie zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Mowa o amerykańskich sieciach domów towarowych Dollar General Corporation. Firma założona została w 1939 roku, zatrudnia 143 000 pracowników i na wagę przynosi blisko 45 mrd. $ kapitalizacji rynkowej. Spółka zaczęła w 2016 roku wypłacać dywidendę, którą od początku oczywiście w każdym kolejnym roku podwyższała, jej obecna stopa wynosi 0,82%, przeznaczając na nią mniej niż 20% swoich zysków. Dodatkowo mamy bardzo stabilne wyniki finansowe, rosnące obroty, rosnące przychody netto itd.


Spółka niedawno z impetem wybiła nowy wyższy szczyt co jest bardzo dobrym sygnałem na przyszłość - kupowanie siły w okresie bessy/głębszej rynkowej korekty może być bardzo dobrą strategią na wyłapanie spółek, które w kolejnej hossie z dużą przewagą pozostawią rynek w tyle (takim sposobem można było podczas kryzysu finansowego 2007-2009 natrafić na takie spółki jak Netflix, Tencent albo Ross Stores,  które po powrocie do hossy dały zarobić grubo ponad 1000%). Czy Dollar General będzie kolejną taką firmą, tego oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć, ale prawdopodobieństwo sukcesu firmy, która nawet w czasie głębszych rynkowych obsunięć wybija nowe wyższe szczyty, jest wyższe niż przy inwestycji w firmę, która razem z giełdą znajduje się w trendzie spadkowym. 

Również od strony fundamentalnej, Dollar General (DG) w cale nie jest wyceniona tak wysoko (mimo, że notuje na historycznym szczycie!). Dodatkowo nie jest zadłużona, jej beta jest mniejsza od 0,5 co oznacza, że mimo wysokiej dynamiki wzrostowej jest mniej zmienna od rynku. Gdyby spadki na indeksach miałyby się pogłębić i dotychczasowe zależności zostałyby zachowane, to DG odnotowałaby o połowę mniejszą korektę niż rynek (jeszcze raz podkreślę, że to przy jednoczesnej ok. dwa razy wyższej dynamiki wzrostowej od szerokiego rynku w trakcie hossy).

Reasumując: uważam, że spółka jest zarówno od strony tradingowej jak i od strony inwestycyjnej bardzo interesującym kandydatem do zakupu. Więcej informacji jak zwykle zamieszczam poniżej:


Jeśli chcesz się nauczyć samodzielnego wyszukiwania potencjalnie obiecujących firm, to mogę Cię zachęcić do mojej książki, w której opisałem jak ja analizuję spółki:

czwartek, 23 kwietnia 2020

Jack Henry & Associates (JKHY)

Jeden z zwycięzców obecnego kryzysu?
JKHY 22.04.2020 - 159,64 $


Spółka, która ostatnie 11 lat szła jak po sznurku, na minionej hossie zyskała ponad 1200%, z kolei od 1990 roku jej przyrost wyniósł ok. 235 000%! Jack Henry & Associates jest dostawcą rozwiązań technologicznych i usług przetwarzania płatności przede wszystkim dla branży usług finansowych. Firma w minionych 15 latach osiągała niesamowicie stabilny przyrost obrotów - tylko w czterech kwartałach odnotowała delikatne cofnięcie (podczas kryzysu finansowego 2008-2009 oraz w 2017 roku):


Spółka jest więc kolejnym kandydatem do listy "Najlepszych Akcji Świata". Jej obecna kapitalizacja rynkowa wynosi ok. 12 mld. $ , nie jest zadłużona co przy obecnych okolicznościach może okazać się jeszcze jako bardzo istotnym punktem. Nieprzerwanie od 1990 roku wypłaca dywidendę, którą od 16 lat regularnie podwyższa - przy obecnym kursie jej stopa wynosi 1,08%, przeznaczając na nią 43,7% zysków. Dodatkową istotną informacją jest stosunkowo niska zmienność kursu akcji, co zważywszy na osiągnięte całkowite stopy zwrotu jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Niska beta spółki na poziomie 0,63 oznacza, że firmę można kategoryzować do spółek defensywnych, ale z znacznie wyższymi osiąganymi stopami zwrotu od rynku. 


Przewagę nad rynkiem potwierdza również miniony krach na giełdzie, który firma już niemal w całości odrobiła - do historycznego szczytu brakuje mniej niż 10%! Czyli z technicznego punktu widzenia spółka jest interesująca do zakupu w tej chwili. Wycena Fundamentalna wygląda już troszeczkę gorzej: odnosząc się do historycznej wyceny, jest ona na ponadprzeciętnie wysokim poziomie. Jeśli więc oczekujemy ponownego cofnięcia rynków można założyć, że również i spółka zawróci - spadek do okolic poprzedniego dołka na poziomie ok. 130 $ za akcję, bardzo chętnie bym wykorzystał do zakupu. Więcej danych do firmy tradycyjnie załączam w kolejnych grafikach wraz z wynikami finansowymi z minionej dekady:



Jeśli chcesz nauczyć się samodzielnego wyszukania zdrowych fundamentalnie spółek z wysokim potencjałem wzrostowym to mogę zachęcić do swojej książki w której opisałem jakie kryteria taka firma powinna spełniać:

wtorek, 21 kwietnia 2020

Ropa (Crude Oil)

Świat zalany ropą - nikt nie chce "czarnego złota"
21.04.2020
Wyobraź sobie, że idziesz do sklepu i widzisz ofertę w której za zabranie produktu z półki dostaniesz pieniądze - dokładnie taką sytuację mieliśmy wczoraj na rynku ropy. Majowy kontrakt notował wczoraj poniżej zera, przy cenie -37,63 $:

  CLK20.F 20.04.2020 - (-37,63) $

1 kontrakt na ropie to 1000 baryłek (ok 159 000 litrów). Przy tej cenie (-37,63 $) za odbiór towaru zapłacą Tobie 37 630 $. Po odbiorze musisz tylko znaleźć magazyn w którym umieścisz 159 000 litrów ropy (jeśli posiadamy tylko jeden kontrakt). Sytuacja jest absurdalna, ale skąd ona w ogóle się wzięła?

Osoby, które śledzą blog, myślę że są doinformowani, dla przypomnienia: przesuwając ten wpis do "Niska cena ropy okazją do inwestycji czy pułapka bez dna" można doczytać dlaczego surowiec ten spada.

Wpis ten chciałbym przedstawić z punktu zainteresowania przeciętnego inwestora, który te rzekomo śmiesznie niskie ceny zamierza wykorzystać do inwestycji długoterminowej: w myśl "przecież wiecznie tak tanio nie będzie". 

Kontrakt majowy wczoraj wygasł, tzn. że nabycie kontraktów po ujemnej cenie nie jest już możliwe (abstrahując od tego, że prywatny inwestor krótko przed terminem zapadalności i tak nie może handlować te kontrakty). Wszystkie kolejne serie notują powyżej 15 $ za baryłkę:


Zauważyć można, że wraz z każdą kolejną serią cena kontraktu z dalszym terminem wygasania rośnie - zjawisko to nazywa się contango. Wyższa cena w każdym kolejnym miesiącu wynika z kosztów magazynowania surowca. Oznacza to, że im dalszy kontrakt zakupimy, tym dłużej będziemy mogli go trzymać, jednak im dłużej chcemy go posiadać, tym wyższą cenę za niego musimy zapłacić. Także pierwsza z możliwości skorzystania z "niskiej" ceny ropy to zakup kontraktu z dalekim terminem jego wygaśnięcia.

Drugi sposób (najczęściej wybierany przez prywatnych inwestorów) to zakup funduszu ETC, który ten surowiec odzwierciedla. Niestety również ta metoda partycypacji z rynku jest bardzo kosztowna, gdyż fundusze ten surowiec replikują za pomocą kontraktów, a to oznacza że wyżej opisany mechanizm rosnącej ceny kolejnej serii powoduje, że mamy bardzo wysokie koszty rolowania. Kiedy zbliża się termin zapadalności fundusz sprzedaje krótszy kontrakt i odkupuje dłuższy. Czyli w naszym przypadku jeśli rolował kontrakt majowy do czerwcowego, to sprzedając frontowy po np. 5 $ odkupuje czerwcowy po 15,9 $, tracąc na tym 10,9 $ (15,9 $ to obecna cena kontraktu czerwcowego, przy tym założyłem również, że fundusz rolował pozycję przed zejściem kursu kontraktu majowego do ujemnych wartości). Strata jest więc ogromna i wraz z dłuższym czasem trzymania pozycji, skumulowane koszty rolowania kontraktów powodują, że rzeczywista stopa zwrotu z funduszu jest jeszcze niższa niż z surowca. Gdyby to było mało, to strata ta również może się pojawić kiedy dany surowiec rośnie, tzn. mimo wzrostu rynku bazowego, fundusz traci na swojej wartości. 

Mechanizm ten również opisałem w mojej książce "Giełda inwestycje, trading", więc mam nadzieję że osoby, które ją przeczytały zastosowały wiedzę z niej i nie wpadły na pułapkę nabycia surowca poprzez fundusz ETC ;)

Trzeci sposób skorzystania z "przeceny" na surowcu to zakup kontraktów różnicy kursowej (CFD). Niestety, również ta metoda niesie ze sobą wyżej opisane koszty. Dodatkowo, kontrakty CFD są instrumentami pochodnymi rynku nieregulowanego. Oznacza to, że nie są to instrumenty do długoterminowej inwestycji. Jako ciekawostkę dodam, że w USA oferowanie kontraktów różnicy kursowej jest nielegalne. 

Podsumowując powyższe: jeśli nie jesteś inwestorem instytucjonalnym to nie masz możliwość skorzystania z niskiej wyceny surowca, a jeśli jesteś, to możesz nabyć surowiec fizycznie, magazynować go do czasu, kiedy cena ropy wróci do poziomów na których ocenisz, że inwestycja ta przyniosła wystarczający przychód i go po prostu odsprzedać. Obecnie przez bardzo duże zapasy surowca, koszty jego magazynowania są ale bardzo wysokie:



Proponowana więc miesiąc temu inwestycja w tankowce przyniosła całkiem przyzwoity zysk - zapasy są na rekordowo wysokich poziomach i nadal się powiększają do w zeszłym tygodniu rekordowych blisko 20 mln. baryłek (tj wzrost zapasów o ok. 20 mln.baryłek w tydzień)! Oznacza to, że nadal nic nie wskazuje na to, aby trend w kolejnych tygodniach miał się odwrócić, tym bardziej że popyt na ropę spadł dużo więcej niż  podaż:


Sytuacja na rynku ropy jest na prawdę wyjątkowa - po raz pierwszy w historii kontrakty na surowiec spadły do ujemnych wartości. Patrząc na ogólną sytuację rynkową nie zdziwię się też jak przy kolejnym wygasaniu to się powtórzy. Niska wycena surowca jest dla gospodarki szkodliwa i szczerze jestem zaskoczony tym jak dobrze rynek mimo tego się trzyma... 

Myślę, że prędzej czy później sytuacja się znormalizuje, w ostateczności zobaczymy interwencjonizm państwowy. Również na częste zażuty zbliżającej się hiperinflacji, która wywołana zostanie przez dodruk jaki obecnie doświadczamy sytuacja ta odpowiedziała, że na chwilę obecną jest wręcz przeciwnie - mamy ryzyko deflacji. To co obecnie obserwujemy jest bardzo wyjątkowe i wszystkim osobom proponuję wydrukowania i obramowania wykresu kontraktu majowego, aby przypominał, że jeszcze taniej zawsze idzie ;).

Dla osób zainteresowanych rynkiem surowcowym polecę książkę Doroty Sierakowskiej "Świat surowców", również o mojej książce przypomnę, w której między innymi też opisałem dlaczego długoterminowa inwestycja w surowce  rzadko kiedy przynosi zysk: "Giełda, inwestycje, trading" (klikając na tytuły książek przejdziesz do sklepu). 


niedziela, 19 kwietnia 2020

Dow Jones Industrial Average

Czy okazja do skorzystania z promocji minęła? 
19.04.2020

Pytanie które nurtuje teraz inwestorów jest czy jeszcze raz dostaniemy okazję skorzystania z promocji, czy jednak pociąg już odjechał? Argumentów do tego, że w kolejnych miesiącach na rynkach będziemy mieli bessę można równie łatwo znaleźć jak do tego, że jednak wracamy do hossy. Dlatego fundamenty oraz technikę postaram się zostawić na boku i rynek przeanalizuję od strony psychologicznej.

Zazwyczaj scenariusz, który wydaje się najbardziej "oczywisty" jest najmniej "prawdopodobny". Na chwilę obecną mam wrażenie, że duża część uczestników rynku, którzy nie wykorzystali ostatnią przecenę oczekują silnego cofnięcia rynku - druga fala paniki. Z kolei druga część inwestorów stawia na formację V - są to te osoby, którym w niemałym stopniu możemy podziękować odbicie rynków o ok. 30% (w USA). 

Jaką ścieżkę rynki wybiorą, tego oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć. W swojej prognozie ja również zgaduję i obstawiam scenariusz z którym się jeszcze nie spotkałem  - w myśl, że rynek zrobi to, czego najmniej osób oczekuje. 

Kiedy rynek bardzo gwałtownie spada to często zachowuje się jak naciągnięta linia bangee - im mocniej się naciągnie tym silniej odskoczy. Po osiągnięciu ekstremum (odbicia) lina ta ponownie opada, ale się już nie naciąga. Oznacza to, że obstawiam iż rynek po ostatnim silnym odbiciu zawróci w dół, ale będzie to powolne schodzenie do niższych poziomów. Myślę, że od strony psychologicznej, taki rozwój sytuacji będzie najtrudniej do rozegrania - gorsze powolne "zarzynanie" niż silny, ale krótki ból (krach).

DJIA 18.04.2020 - 24250


Co oznacza to dla inwestorów - poczekać aż kurs ponownie będzie dostatecznie nisko i wtedy wchodzić, czy "zamknąć oczy" i regularnie nabywać nowe udziały, niezależnie od tego co rynek zrobi?

Dla długoterminowych inwestycji lepszym rozwiązaniem jest "zamknięcie oczu" i regularne nabywanie nowych udziałów, niż próbować złapać dołek cyklu. Oczywiście lepiej złapać "dołek", ale prawdopodobieństwo, że się nam to uda jest bardzo niskie (znam osoby, które od 2009 roku czekają na "dołek"). Przy "zamykaniu oczu" nie chodzi też o to, aby ślepo kupować akcje w nadziei, że w długim terminie zarobimy. Kilka kryteriów przed zakupem firma powinna spełnić - jakie dokładniej opisałem w swojej książce: "Giełda, inwestycje, trading".

Osobiście staram się w miarę regularnie nabywać udziały i kiedy rynek spada po prostu zwiększam swoją aktywność zakupową. Takim sposobem korzystam z okresowej przeceny, ale nie inwestuję też wszystkiego na raz, aby zachować płynność w przypadku, kiedy rynek przejdzie w dłuższą (może nawet kilku letnią) fazę bessy. Moimi ostatnimi zakupami były akcje Danaher oraz Exponent:


Timing niestety nie był idealny (do przysłowiowego dołka z końcówki marca daleko było), ale właśnie przy regularnym nabywaniu akcji (długoterminowo) na ten dołek nie muszę też polować. Jeśli mądrze dokonamy zakupu, to nawet "zamykając oczy" - co do ogólnej sytuacji rynkowej, będziemy tym sposobem w stanie rozbudować przewagę nad rynkiem:



Kiedy rynek wróci do hossy, cieszymy się bo partycypujemy z wzrostów, kiedy rynek dalej spada, również się cieszymy, gdyż będziemy mogli taniej dokupić akcje. Jeśli wierzymy w dalszy rozwój gospodarczy, musimy zimną krwią wykorzystywać rynkowe przeceny. Czekanie na uspokojenie sytuacji dla osób mniej odpornych na wahania jakie występują w trakcie paniki też może być rozwiązaniem, ale wtedy należy skorzystać z sytuacji, kiedy zmienność spada - byłby to zakup przy cenach obecnych. Podkreślę ponownie, że inwestor długoterminowy nie "poluje" na dołek cyklu, więc nawet jeśli rynek z obecnych poziomów ponownie przejdzie do spadków, sytuację tą powinniśmy wykorzystać do zakupów (zachowując przy tym płynność finansową - nigdy nie inwestuj wszystkiego "na raz"!).

W którą stronę rynek w kolejnych tygodniach pójdzie nikt nie jest w stanie powiedzieć. Kiedy ceny spadają pojawia się strach, że właśnie wkraczamy w dłużej trwający rynek niedźwiedzia - kupowanie akcji wydaje się bezpodstawne, gdyż "zaraz" będą one jeszcze tańsze. Kiedy rynek rośnie pojawia się z kolei strach wejścia w możliwie najgorszym momencie - idealnie na szczycie. Długoterminowy inwestor nie powinien się tym zajmować - najlepszym rozwiązaniem jest regularne powiększanie portfela inwestycyjnego nowymi udziałami, a w momencie większych spadków po prostu zwiększyć aktywność zakupową, aby skorzystać z tej przeceny.

sobota, 18 kwietnia 2020

The COVID-19 Crash: po co ten cały "bałagan"?

Wpływ koronawirusa na gospodarkę oraz nasze życie społeczne powiększa się z każdym dniem. Dla jednych jest to poważny element do zmartwień, dla drugich wyolbrzymiony temat, który tylko powoduje szkody. W dzisiejszym wpisie podzielę się swoim zdaniem i spróbuje wyjaśnić skąd to całe zamieszanie. Dodam, że nie jestem wirusologiem, skończyłem ekonometrię ze specjalizacją w analityce gospodarczej, co oznacza, że do tematu podejdę od strony analitycznej. Na medycznych sprawach się nie znam, więc nie jestem w stanie ocenić, które wiadomości są tu wiarygodne, dlatego też nie oglądam, ani nie czytam materiałów wyjaśniające jak bardzo niebezpieczny jest ten wirus. Jako analityk skoncentruję się na liczbach - one zdradzają rzeczywiste zagrożenie jakie może spowodować wirus.

Ciężko o wyważoną ocenę sytuacji - z jednej strony siana jest panika, z drugiej totalnie ignoruje się zagrożenie. Zacznę od argumentu osób doszukujących się "sztucznego siania paniki":

Codziennie więcej ludzi umiera przy zwykłej grypie i innych chorobach "codziennego życia" niż w wyniku COVID-19.

Myślę, że porównywanie liczby zgonów COVID-19 do innych chorób nie ma sensu. Całkowita liczba osób zmarłych na nowego wirusa jest dlatego niższa, gdyż zarejestrowanych jest mało przypadków. Patrząc procentowo, przy COVID-19 umiera blisko cztery razy więcej osób niż przy zwykłej grypie - to jest dużo. Jednak największe zagrożenie nie mamy w tej liczbie, tylko we wzroście nowych zachorowań. Przyrost zachorowań przyjmuje funkcję wykładniczą i to właśnie ta funkcja jest taka niebezpieczna:


Kiedy liczba nowych zachorowań podwaja się co kilka dni, mamy duże ryzyko, że system zdrowotny zostanie przeciążony - dla zobrazowania tego zagrożenia, krótka rozpiska na liczbach: obecnie jest ok. 2 mln. zarejestrowanych przypadków, jeśli ta liczba co 10 dni się podwaja, to na koniec kwietnia mielibyśmy 4 mln. przypadków, na koniec maja 32 mln., a na koniec czerwca już 256 mln.! Kiedy to nastąpi późniejsze szkody mogą być dużo większe, niż te które obecnie doświadczamy. Tym samym wzrośnie ryzyko wzrostu umieralności, gdyż opieka zdrowotna nie będzie w stanie przyjąć wszystkich pacjentów w krytycznym stanie. Powyższe dane to jak dotąd tylko zarejestrowane przypadki, przy tym podobno część zarażonych osób nawet nie wie, że jest nosicielem wirusa, nieświadomie infekując osoby mniej odporne i to właśnie z tego względu wszystkie zaostrzenia jakie ostatnio doświadczamy, wynikają z próby zmniejszenia możliwych przyszłych szkód.

Kto na tym straci, a kto zarobi?

Spiskowe teorie chcę zostawić na boku, a jest ich naprawdę sporo. Potencjalna liczba poszkodowanych jest duża i tylko nieliczni na tym zyskają. Jako inwestorzy jesteśmy w komfortowej sytuacji, że niezależnie od rodzaju kryzysu, mamy możliwość znalezienia się wśród osób, które na tym zarobią - na blogu w krótkim cyklu "strategia na bessę" opisałem na jakich spółkach się koncentruję.

Pozytywne strony pandemii.

Rozglądając się po różnych stronach internetowych zauważyłem, że opisywane są tylko negatywne skutki pandemii. Dlatego ja krótko wymienię korzyści wynikające z obecnej sytuacji:

1. Zmniejszenie biurokracji - kiedy rynki znajdowały się w fazie krachu, banki centralne wraz z rządem celem zatrzymania paniki musiały błyskawicznie interweniować. Jednak przed interwencją należało trzymać się pewnych wytycznych, których wprowadzenie w życie oznaczało spore opóźnienie w realizacji "planu ochrony". Zażegnano więc biurokrację umożliwiając szybką reakcję na sytuację. Interpretuję to jako pozytyw.

2. Spadek emisji CO2 - efekt co prawda krótkotrwały, ale jeśli szukać pozytywów, to zatrzymanie łańcuchów dostaw powoduje zmniejszenie emisji, które szczególnie w sektorze transportowym powodowały zanieczyszczenie powietrza. Również rzadsze wychodzenie z domu powoduje, że nie korzystamy tak często z samochodów - to również ma wpływ na spadek emisji CO2.

3. Przyspieszenie rozwoju technologicznego - przymusowa kwarantanna zmusza do optymalizacji pracy. Wiele firm w których istniała teoretyczna możliwość pracy zdalnej, nie wykorzystywało jej, a obecnie firmy te są do tego wręcz zmuszone. Tym samym pracownik może sobie lepiej rozplanować dzień (nie tracąc czasu na dojazd do miejsca pracy) i spędzić więcej czasu z rodziną.

4. Kryzys, który wzmocni gospodarkę - w swojej książce "Giełda, inwestycje, trading" pisałem o tym, że regularne kryzysy są nam potrzebne do rozwoju. Temat troszeczkę głębiej rozwinął Nassim Taleb w książce "Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy". Całość można streścić cytatem rzymskiego filozofa  Lucius Annaeus Seneca, który powiedział że: "Drzewo nie smagane wichrem rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe".

5. Powrót wiary w ludzkość? Kapitalizm krytykowany jako element, który służy w wykorzystywaniu ludzi z niższych klas społecznych przez osoby/korporacje posiadające władzę celem maksymalizacji swoich profitów. Obecne celowe zatrzymanie "maszyny gospodarczej" to zaprzecza - ludzkie życie stoi ponad wszystko, nie ważne, że w tym czasie gospodarka się załamuje. Również niektóre firmy w poczuciu odpowiedzialności oraz świadomości powagi sytuacji pomagają w przetrwaniu kryzysu oferując swoją infrastrukturę.


Jeśli chcesz pozostać na bieżąco z przyszłymi wpisami, poznać moje transakcje na giełdzie, śledzić skład portfela oraz otrzymać informacje jeśli w przyszłości pojawią się jakieś promocje to zachęcam Cię do zapisu na newsletter. Zapisując się otrzymasz również darmowy fragment książki:


.
 

niedziela, 12 kwietnia 2020

ProShares UltraPro QQQ (TQQQ)

Dlaczego trzykrotnie lewarowane fundusze ETF na ostatnim krachu nie spadły do zera?
12.04.2020

Dostałem bardzo ciekawe pytanie odnośnie inwestycji długoterminowej w ETF'y lewarowane: w długim terminie rynki będą rosnąć (rozwój gospodarczy), dlaczego więc nie kupić lewarowany ETF na amerykański indeks technologiczny? 

Zanim rozwinę temat, krótko dla osób początkujących szybkie wyjaśnienie czym w ogóle są ETF'y: są to fundusze notowane na giełdzie, którego zadaniem jest odzwierciedlenie danego rynku (tzw. indeksowanie). Oznacza to, że jednym zakupem możemy odzwierciedlić koszyk konkretnych aktywów (przy ETF'ie na technologiczny indeks Nasdaq Composite jednym zakupem odzwierciedlimy wszystkie spółki notowane w tym indeksie - czyli sto akcji). Płynność ETF'ów wspierana jest przez animatorów, czyli nie potrzebujemy strony przeciwnej od której odkupimy/odsprzedamy fundusz wpływając tym na jego cenę. Cena funduszu uzależniona będzie od instrumentu bazowego (w naszym przypadku indeksu Nasdaq Composite). Mówiąc inaczej: fundusze ETF mogą być świetnym instrumentem do odzwierciedlenia danego rynku, nie musimy martwić się własnoręcznym wyszukiwaniem spółek celem zdywersyfikowania portfela - po prostu jednym zakupem kupujemy cały koszyk akcji, podążając tym samym za rynkiem, bez obawy przed uzyskaniem gorszej stopy zwrotu - przy ETF'ie nasza stopa zwrotu zbliżona będzie do rynkowej, zbliżona, gdyż dochodzą (bardzo niskie) koszty zarządzania. Przy lewarowanych ETF'ach, fundusz odwzorowuje dany rynek z dźwignią, tzn.jeśli rynek bazowy wzrośnie np. o 1%, fundusz ten zyska 3% (przy trzykrotnej dźwigni).


W ostatnim czasie najważniejsze giełdy na świecie spadły o ponad 30%. Dlaczego więc trzykrotnie lewarowane fundusze ETF na tym krachu nie spadły w okolice zera? 

Dźwignia na funduszach ETF jest przeliczana na każdą sesję od nowa. Jeśli więc jednego dnia kurs rynku bazowego spadnie o 5% to fundusz z trzykrotnym lewarem spadnie o 15%. Kolejnego dnia ponowny spadek rynku bazowego z 95 do 90,25 oznacza już zmianę ceny o 4,75 punktów co ale dalej jest zmianą o 5%, natomiast ETF jako że przeliczany jest od nowa zmienia swoją wartość od 85 do 72,25 co jest zmianą o 12,75 punktów (a nie 3x4,75=14,25). Oznacza to, że wraz z czasem zmiana pomiędzy rynkiem bazowym a funduszem, który ten rynek odzwierciedla w formie lewarowanej będzie się odchylała. Jeśli w ciągu jednej sesji indeks spadnie z 100 do 90 to ETF z trzykrotną dźwignią spadnie z 100 do 70, ale jeśli ta sama zmiana nastąpi w wielu dniach, to w zależności od wahań, spadek z 100 do 90 na indeksie, może oznaczać spadek z 100 do np. 80, albo 76 na ETF'ie lewarowanym.

Dlatego ostatni spadek o 30,45% na indeksie Nasdaq Composite nie był jednoczesnym spadkiem wartości funduszu odzwierciedlającego ten indeks w trzykrotnym lewarze o 3x30,45=91,35%, tylko dokładnie o -72,45%. Różnica jest więc ogromna (przypomnę, że po spadku o 72,45% dalsze pogłębienie się spadków do -91,35% od szczytu, oznacza cofnięcie o kolejne ok. 68%: liczone od chwili obsunięcia o 72,45%!) - temat procentów poświęciłem cały rozdział w mojej książce.


ProShares UltraPro QQQ (TQQQ), czyli właśnie lewarowany trzykrotnie ETF który odzwierciedla indeks Nasdaq Composite od dołka spadł do dzisiaj o ponad 52%, przy tym indeks o niecałe 15%. Różnica do szczytu nie jest więc trzy razy większa, a ponad sześć razy! TQQQ potrzebuje więc ok. 110% wzrostów do wybicia nowego wyższego szczytu, a indeks niecałe 18%. Dlatego też długoterminowe inwestowanie w fundusze lewarowane nie koniecznie muszą dawać trzykrotnie (przy lewarze 3) wyższe/niższe stopy zwrotu. Oznacza to, że indeks wcześniej wybije nowy wyższy szczyt niż fundusz. Jak zmienność wpływa na wycenę, pokazuje poniższa tabela:


Oznacza to, że tego rodzaju produkty, dużo lepiej przydadzą się do krótkoterminowych spekulacji. Wraz z dłuższym czasem trzymania pozycji zmienia się realna dźwignia na zaangażowanym kapitale - podawany w prospektach lewar odnosi się tylko do jednego dnia. Jedynym możliwym rozwiązaniem do utrzymania dźwigni z dnia nabycia produktu jest stały rebalancing. W tym celu wystarczy co pewien czas sprawdzać jak bardzo zmiana wartości instrumentu bazowego wpływa na obecną wartość pozycji i jeśli odchylenia o początkową wartość dźwigni są zbyt duże, po prostu zmienić wielkość pozycji do takiego poziomu aby ponownie dźwignia równa była wartości początkowej, czyli aby zmiana na instrumencie bazowym trzykrotnie (przy początkowym lewarze 3) wpływała na wartość pozycji. 

Temat funduszy ETF szczególnie w obecnym czasie dla osób, które nie zajmują się na co dzień giełdą, a chcące wykorzystać przecenę do partycypacji z przyszłego rozwoju gospodarczego są bardzo ciekawą alternatywą do zbudowania własnego portfela akcji. Jednak również przy tych instrumentach (ETF'ach), zanim dokona się zakupu należy zaznajomić się z podstawami. Kilka innych ważnych podstaw opisałem również w swojej książce, w tym mnz. dlaczego odradzam inwestycji długoterminowej w fundusze odzwierciedlające surowce (szczególnie ważny temat przy obecnej sytuacji na ropie, gdzie duża część inwestorów zastanawia się czy warto wykorzystać trwającą na tym rynku przecenę). Książka dostępna jest w sklepie, do którego przejdziesz klikając na poniższy link.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Hermès International (RMS)

Luksus z najwyższej półki
07.04.2020 - 617,2 €

Hermès International jest francuskim domem mody założonym w 1837 roku. Wśród marek luksusowych można ją wliczać do tych "najbardziej luksusowych". Najtańsze torebki zaczynają się od 10 000 zł, te już troszkę bardziej luksusowe kosztują 30 tysięcy wzwyż, a najdroższe potrafią kosztować kilkaset tysięcy złotych! Zwykły szalik marki kosztuje 1 000 zł, a klapki do chodzenia nawet 10 000 zł... 

Jako ciekawostkę przytoczę historię węgierskiego spekulanta André Kostolany, który w okresie drugiej wojny światowej uciekając z Europy stał przed ogromnym problemem w którym nie wiedział jak swój majątek zdobyty na giełdzie legalnie i przede wszystkim bezpiecznie przenieść do Ameryki - przelewy jakie znamy dzisiaj w tamtym okresie nie istniały. Podróż do innego kontynentu była prawdziwą przygodą, trwała ona wiele tygodni i nawet jeśli należało się do wyższej klasy społecznej była ona bardzo niebezpieczna. Przeniesienie dużej ilości pieniędzy w formie fizycznej oczywiście było niemożliwe. Innym rozwiązaniem mógł być zakup złota, jednak przy tak dużym majątku również i to rozwiązanie nie wchodziło w grę - André musiał zachować dyskrecje, aby nie narazić się na dodatkowe niebezpieczeństwo, a przy tej ilości jaką by musiał kupić, było to po prostu niemożliwe. Rozwiązanie jakie przyszło mu do głowy to zakup walizek, akcesoriów mody itp. firmy Hermès. Kiedy jedna walizka kosztować potrafi kilkaset tysięcy złotych (po przeliczeniu dawnej ceny na dzisiejszą wartość), takim sposobem mógł bardziej dyskretnie odbyć podróż do Ameryki przenosząc kapitał w produktach które nosił na sobie oraz w walizkach, tym bardziej, że osoby nie posiadające takiego zasobnego portfela markę raczej nie znały, co zmniejszało ryzyko stania się ofiarą złodzei. Kiedy André dotarł na miejsce, produkty firmy po prostu odsprzedał.


Hermès International notowana jest na giełdzie w Paryżu, jednak jako ADR również dostępna w Ameryce. Jej kapitalizacja rynkowa wynosi ok. 63 mld. € (ok. 71 mld. $). Załączony wykres obrazuje historię wartości kursu od początku lat 90 XX wieku. Zauważyć można, że mimo licznych kryzysów gospodarczych w minionych trzydziestu latach, akcje firmy nieustannie wspinały się do góry. Oczywiście korekty w wycenie również ona doświadcza, jednak nie są one skorelowane z trwającym w tym okresie stanem gospodarczym. Oznacza to, że spółka zdaje się być odporna na kryzysy, a przyszłe obsunięcia są okazją do długoterminowej inwestycji. 


Firma również fundamentalnie dobrze sobie radzi: mamy rosnące obroty, rosnące zyski netto, rosnącą dywidendę itd. Sama wycena, mimo głębokich spadków na szerokim rynku jest jednak na ponadprzeciętnie wysokich poziomach, co oznacza, że preferowałbym zakup w większej korekcie. Więcej danych finansowych umieszczam w poniższej tabeli:


Na zakończenie dla osób, które chciałyby nauczyć się inwestowania i/lub tradowania mogę polecić swoją książkę. Gorąco zachęcam do czytania i wykorzystania tej wyjątkowej sytuacji, jaką jest kwarantanna z powodu koronawirusa. Rynki finansowe są w tym czasie trudne, dlatego zanim na poważniej się do nich zbliżymy należy wcześniej zdobyć wiedzę:

wtorek, 7 kwietnia 2020

Jak inwestować w dobie kryzysu: wskazówki, co omijać i na co zwracać uwagę

Kiedy giełdy spadają i wiele spółek w wyniku kryzysu gospodarczego staje się fundamentalnie coraz tańsza, inwestor szukający "wartości" stoi przed trudnym wyborem w którą "niedowartościowaną" spółkę teraz zainwestować? Bessa to czas oczyszczenia się rynku z słabych firm i jeśli zaczniemy wybierać spośród spółek, których wskaźniki fundamentalne wskazują skrajne "niedowartościowanie" to może się okazać, że po zakończeniu kryzysu zostaniemy z firmami, które nic nie są warte. Problem w którym spadająca wycena fundamentalna poszczególnych spółek sugeruje atrakcyjną wycenę może być bardzo zgubna, dlatego też wybór konkretnej firmy do inwestycji długoterminowej, szczególnie w okresie bessy, nie powinno się dokonywać w oparciu o wycenę, tylko o jakość. Jak tą jakość znajduję, dokładniej opisałem w swojej książce "Giełda, inwestycje, rading", a tu tylko krótko wymienię kilka wyznaczników i powierzchownie napiszę dlaczego inwestowanie w wycenę może być zgubne.


Klasyczne mierniki wyceny jak np. EPS albo PE ratio.
Wykorzystywane wskaźniki do powierzchownej wyceny spółki w trakcie początkowej fazie bessy tuż przed napływem danych z kryzysu mogą dawać złudzenie bardzo niskiej wyceny fundamentalnej. Dzieje się tak, gdyż ich wyliczenia przeprowadzane są na podstawie ostatnich danych, czyli nie uwzględniające wyniki z kryzysu. Po tym jak nowe dane już zostaną opublikowane, nagle okazuje się, że wskaźniki sugerują ogromne przewartościowanie (totalna odwrotność przy poprzedniej wycenie), co jest efektem większego załamania wyników finansowych niż kursu akcji - pisałem o tym w książce (str. 63). Oznacza to, że przez ogromną zmienność na giełdzie, mamy utrudnioną wycenę spółki. Wyniki finansowe nagle się załamią, cena akcji wyprzedzi to ogromnymi spadkami (okresowe niedowartościowanie akcji według wskaźników), przereagowanie spadków odbije się ogromnym ruchem przeciwnym, przez co ponownie mierniki fundamentalne wykażą kolejne ekstrema. Raz spółka będzie "niedowartościowana" później "przewartościowana" - cena na giełdzie wyprzedza osiągane wyniki finansowe w przyszłości, a okres dużej zmienności jaki panuje w trakcie bessy znacząco utrudnia korzystanie z wskaźników fundamentalnych.

Późniejszy powrót do hossy również trudno odpowiednio wcześnie "złapać" co wynika mnz. z tzw. "big bath", czyli "wrzuceniu" wszystkich negatywnych zdarzeń z przeszłości w okres kryzysu i wykazywanie samych pozytywnych tuż po jego zakończeniu - wysoka zmienność się utrzymuje. Ten stosowany w księgowości zabieg dodatkowo zwiększa "wydźwięk" trwającego kryzysu. Powstaje iluzja "totalnej katastrofy", którą firmy właśnie doświadczają. Dzieje się to zazwyczaj już w okolicach dołka bessy, dlatego właśnie trudno w tym czasie podejmować inwestycji w oparciu o analizę fundamentalną, gdyż w okolicach tego dołka wszystkie dane jakie napływają na rynek sugerują aby omijać akcje dużym łukiem. Oznacza to, że w tych czasach klasyczne mierniki wyceny, którymi duża część inwestorów się posługuje, dają w tym czasie fałszywy obraz kondycji spółki.

Stopa dywidendy jako wyznacznik wyceny?
Bardzo częstym powtarzającym się błędem jest oszacowanie atrakcyjności spółki na podstawie stopy dywidendy. Metoda ta może nas sporo kosztować i to, że dywidenda nie jest wyznacznikiem atrakcyjności opisałem w darmowym fragmencie książki, który można pobrać zapisując się na newsletter tutaj: pobierz darmowy fragment książki. Podsumowując zawartą tam wiedzę: jeśli stopa dywidendy rośnie to dlatego, że kurs akcji spada. Jeśli spada kurs akcji to sytuacja firmy się pogarsza. W trakcie kryzysu rosnąca stopa dywidendy jest naturalnym elementem bessy i jeśli dana firma na jej wypłacenie przeznacza zbyt dużą część zysków to jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie ona zmniejszona (spadnie kwota wypłaconej dywidendy). Początkowa strategia inwestycji w "cash flow" staje się w takim przypadku inwestycją w "kurs akcji", czyli w tym przypadku spekulacją na odbicie ceny.


"To big to fail" - czyli spółki, które uratuje państwo?
Spółki odgrywające ważną rolę gospodarczą lub infrastrukturalną w państwie określa się mianem "zbyt wielcy by upaść". Państwo celem zmniejszenia szkód gospodarczych wspomoże firmę - dzieje się to kosztem podatników, jest to klasyczny wybór pomiędzy lepszym i gorszym złem. Inwestycja w "systemowo ważne" firmy zdaje się więc być pewniakiem, gdyż zakupiona spółka nie zbankrutuje, akcjonariusz nie straci, gdyż państwo na to nie pozwoli: niestety tak to nie działa.

Przykładów w których państwo uratowało przedsiębiorstwo ale akcjonariusz mimo wszystko stracił jest dużo. Jako przykład może posłużyć General Motors - akcje firmy w 2000 roku kosztowały ok. 100 $, w 2009 roku firma ogłosiła upadłość i kurs spółki spadł poniżej 0,5 $ - inwestorzy stracili praktycznie wszystko. Następnie w czerwcu tego samego roku (2009) zdjęto spółkę z obrotu, jednak historia spółki się tu nie skończyła - dla państwa została "zakwalifikowana jako za ważna dla gospodarki". Miesiąc później GM zostało wykupione przez Departament Skarbu USA, przeszła restrukturyzację i zaledwie półtora roku później wróciła na parkiet. Dlatego właśnie tak ważne jest aby nie inwestować w spółki najbardziej dotknięte kryzysem, gdyż nawet jeśli firma zostanie uratowana przez państwo, może się zdarzyć, że akcjonariusz mimo wszystko na tym straci.


Inwestycja w spółki, które doświadczyły największe spadki.
Kolejnym błędem początkujących inwestorów jest inwestycja w akcje, które najwięcej spadły. Oczywiście, możliwe jest że uda nam się jedną, może nawet dwie takie akcje "złapać". Jednak w zdecydowanej większości spółki, które najwięcej spadły również i po zakończeniu bessy zostają daleko w tyle (w tyle za średniorocznymi stopami zwrotu z szerokiego rynku).

Krótko podsumowując:
1. nie sugerować się potencjalnie niską wyceną fundamentalną spółki
2. stopa dywidendy nie jest wyznacznikiem "jakości" firmy
3. również duże spółki mogą zbankrutować i nawet jeśli państwo je uratuje, akcjonariusz mimo tego może na tym stracić
4. inwestowanie w spółki, które najwięcej spadły, to jak inwestycja w najsłabsze akcje


To teraz w które spółki w okresie bessy inwestować?
Na blogu w krótkim cyklu "spółki na bessę" przedstawiłem jakimi akcjami ja w tym czasie się interesuję. Reasumując, są to firmy które:
1. nie zostały przez obecny kryzys tak silnie dotknięte (np. firmy produkujące żywność)
2. na kryzysie mogą zyskać (np. firmy technologiczne)
3. nie doświadczyły takiego głębokiego obsunięcia w kursie akcji
4. spółki z wyższą kapitalizacją rynkową (odradzam inwestycje w spółki "groszowe")
5. spółki z stabilnymi wynikami finansowymi
6. spółki bez zadłużenia, bądź z bardzo niskim zadłużeniem
7. spółki posiadające zapasy gotówkowe itd.

Więcej odnośnie tego jak wybieram spółki do swojego prywatnego portfela, oraz do tych portfeli notowane na giełdzie, w których jako portfolio menadżer jestem odpowiedzialny za ich skład możesz doczytać w mojej książce. Klikając na poniższe zdjęcie przejdziesz do sklepu:

https://sklep.pamietnikgieldowy.pl/produkt/gielda-inwestycje-trading/