Translate my BLOG

wtorek, 7 kwietnia 2020

Jak inwestować w dobie kryzysu: wskazówki, co omijać i na co zwracać uwagę

Kiedy giełdy spadają i wiele spółek w wyniku kryzysu gospodarczego staje się fundamentalnie coraz tańsza, inwestor szukający "wartości" stoi przed trudnym wyborem w którą "niedowartościowaną" spółkę teraz zainwestować? Bessa to czas oczyszczenia się rynku z słabych firm i jeśli zaczniemy wybierać spośród spółek, których wskaźniki fundamentalne wskazują skrajne "niedowartościowanie" to może się okazać, że po zakończeniu kryzysu zostaniemy z firmami, które nic nie są warte. Problem w którym spadająca wycena fundamentalna poszczególnych spółek sugeruje atrakcyjną wycenę może być bardzo zgubna, dlatego też wybór konkretnej firmy do inwestycji długoterminowej, szczególnie w okresie bessy, nie powinno się dokonywać w oparciu o wycenę, tylko o jakość. Jak tą jakość znajduję, dokładniej opisałem w swojej książce "Giełda, inwestycje, rading", a tu tylko krótko wymienię kilka wyznaczników i powierzchownie napiszę dlaczego inwestowanie w wycenę może być zgubne.


Klasyczne mierniki wyceny jak np. EPS albo PE ratio.
Wykorzystywane wskaźniki do powierzchownej wyceny spółki w trakcie początkowej fazie bessy tuż przed napływem danych z kryzysu mogą dawać złudzenie bardzo niskiej wyceny fundamentalnej. Dzieje się tak, gdyż ich wyliczenia przeprowadzane są na podstawie ostatnich danych, czyli nie uwzględniające wyniki z kryzysu. Po tym jak nowe dane już zostaną opublikowane, nagle okazuje się, że wskaźniki sugerują ogromne przewartościowanie (totalna odwrotność przy poprzedniej wycenie), co jest efektem większego załamania wyników finansowych niż kursu akcji - pisałem o tym w książce (str. 63). Oznacza to, że przez ogromną zmienność na giełdzie, mamy utrudnioną wycenę spółki. Wyniki finansowe nagle się załamią, cena akcji wyprzedzi to ogromnymi spadkami (okresowe niedowartościowanie akcji według wskaźników), przereagowanie spadków odbije się ogromnym ruchem przeciwnym, przez co ponownie mierniki fundamentalne wykażą kolejne ekstrema. Raz spółka będzie "niedowartościowana" później "przewartościowana" - cena na giełdzie wyprzedza osiągane wyniki finansowe w przyszłości, a okres dużej zmienności jaki panuje w trakcie bessy znacząco utrudnia korzystanie z wskaźników fundamentalnych.

Późniejszy powrót do hossy również trudno odpowiednio wcześnie "złapać" co wynika mnz. z tzw. "big bath", czyli "wrzuceniu" wszystkich negatywnych zdarzeń z przeszłości w okres kryzysu i wykazywanie samych pozytywnych tuż po jego zakończeniu - wysoka zmienność się utrzymuje. Ten stosowany w księgowości zabieg dodatkowo zwiększa "wydźwięk" trwającego kryzysu. Powstaje iluzja "totalnej katastrofy", którą firmy właśnie doświadczają. Dzieje się to zazwyczaj już w okolicach dołka bessy, dlatego właśnie trudno w tym czasie podejmować inwestycji w oparciu o analizę fundamentalną, gdyż w okolicach tego dołka wszystkie dane jakie napływają na rynek sugerują aby omijać akcje dużym łukiem. Oznacza to, że w tych czasach klasyczne mierniki wyceny, którymi duża część inwestorów się posługuje, dają w tym czasie fałszywy obraz kondycji spółki.

Stopa dywidendy jako wyznacznik wyceny?
Bardzo częstym powtarzającym się błędem jest oszacowanie atrakcyjności spółki na podstawie stopy dywidendy. Metoda ta może nas sporo kosztować i to, że dywidenda nie jest wyznacznikiem atrakcyjności opisałem w darmowym fragmencie książki, który można pobrać zapisując się na newsletter tutaj: pobierz darmowy fragment książki. Podsumowując zawartą tam wiedzę: jeśli stopa dywidendy rośnie to dlatego, że kurs akcji spada. Jeśli spada kurs akcji to sytuacja firmy się pogarsza. W trakcie kryzysu rosnąca stopa dywidendy jest naturalnym elementem bessy i jeśli dana firma na jej wypłacenie przeznacza zbyt dużą część zysków to jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie ona zmniejszona (spadnie kwota wypłaconej dywidendy). Początkowa strategia inwestycji w "cash flow" staje się w takim przypadku inwestycją w "kurs akcji", czyli w tym przypadku spekulacją na odbicie ceny.


"To big to fail" - czyli spółki, które uratuje państwo?
Spółki odgrywające ważną rolę gospodarczą lub infrastrukturalną w państwie określa się mianem "zbyt wielcy by upaść". Państwo celem zmniejszenia szkód gospodarczych wspomoże firmę - dzieje się to kosztem podatników, jest to klasyczny wybór pomiędzy lepszym i gorszym złem. Inwestycja w "systemowo ważne" firmy zdaje się więc być pewniakiem, gdyż zakupiona spółka nie zbankrutuje, akcjonariusz nie straci, gdyż państwo na to nie pozwoli: niestety tak to nie działa.

Przykładów w których państwo uratowało przedsiębiorstwo ale akcjonariusz mimo wszystko stracił jest dużo. Jako przykład może posłużyć General Motors - akcje firmy w 2000 roku kosztowały ok. 100 $, w 2009 roku firma ogłosiła upadłość i kurs spółki spadł poniżej 0,5 $ - inwestorzy stracili praktycznie wszystko. Następnie w czerwcu tego samego roku (2009) zdjęto spółkę z obrotu, jednak historia spółki się tu nie skończyła - dla państwa została "zakwalifikowana jako za ważna dla gospodarki". Miesiąc później GM zostało wykupione przez Departament Skarbu USA, przeszła restrukturyzację i zaledwie półtora roku później wróciła na parkiet. Dlatego właśnie tak ważne jest aby nie inwestować w spółki najbardziej dotknięte kryzysem, gdyż nawet jeśli firma zostanie uratowana przez państwo, może się zdarzyć, że akcjonariusz mimo wszystko na tym straci.


Inwestycja w spółki, które doświadczyły największe spadki.
Kolejnym błędem początkujących inwestorów jest inwestycja w akcje, które najwięcej spadły. Oczywiście, możliwe jest że uda nam się jedną, może nawet dwie takie akcje "złapać". Jednak w zdecydowanej większości spółki, które najwięcej spadły również i po zakończeniu bessy zostają daleko w tyle (w tyle za średniorocznymi stopami zwrotu z szerokiego rynku).

Krótko podsumowując:
1. nie sugerować się potencjalnie niską wyceną fundamentalną spółki
2. stopa dywidendy nie jest wyznacznikiem "jakości" firmy
3. również duże spółki mogą zbankrutować i nawet jeśli państwo je uratuje, akcjonariusz mimo tego może na tym stracić
4. inwestowanie w spółki, które najwięcej spadły, to jak inwestycja w najsłabsze akcje


To teraz w które spółki w okresie bessy inwestować?
Na blogu w krótkim cyklu "spółki na bessę" przedstawiłem jakimi akcjami ja w tym czasie się interesuję. Reasumując, są to firmy które:
1. nie zostały przez obecny kryzys tak silnie dotknięte (np. firmy produkujące żywność)
2. na kryzysie mogą zyskać (np. firmy technologiczne)
3. nie doświadczyły takiego głębokiego obsunięcia w kursie akcji
4. spółki z wyższą kapitalizacją rynkową (odradzam inwestycje w spółki "groszowe")
5. spółki z stabilnymi wynikami finansowymi
6. spółki bez zadłużenia, bądź z bardzo niskim zadłużeniem
7. spółki posiadające zapasy gotówkowe itd.

Więcej odnośnie tego jak wybieram spółki do swojego prywatnego portfela, oraz do tych portfeli notowane na giełdzie, w których jako portfolio menadżer jestem odpowiedzialny za ich skład możesz doczytać w mojej książce. Klikając na poniższe zdjęcie przejdziesz do sklepu:

https://sklep.pamietnikgieldowy.pl/produkt/gielda-inwestycje-trading/

3 komentarze:

  1. Przeczytałem książkę, teraz Twoje wnioski, porównałem do mojej strategii i stwierdzam, że nauka nie poszła w las :) Teraz samo obserwowanie giełdy daje niesamowicie dużo wiedzy. Ciekawe czy obecne wzrosty okażą się fear of missing out, tak jak obstawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ciekawi zachowanie PZU, gdyż powinni relatywnie najmniej stracić z finansówki na dzisiejszej, dość szybkiej decyzji RPP.

    OdpowiedzUsuń
  3. PZU na długi termin nie da zarobić ale i nie stracisz na niej. Można dla stabilizacji portfela posiadać, ale po co? Skoro istnieje dużo lepszych spółek...

    OdpowiedzUsuń